» Horror w Miami - Cavs wygrywają z Heat po wolnych Jamesa! Cleveland Cavaliers pokonali na wyjeździe Miami Heat 92:91, po dramatycznym i trzymającym do samego końca w napięciu starciu. Dla "Kawalerii" to już druga wygrana z "Żarem" na Florydzie w bieżących rozgrywkach. Cavaliers odnieśli też jednocześnie swój 35 triumf w tym sezonie i legitymują się aktualnie najlepszym bilansem w całej lidze NBA, mając na koncie, 35 wygranych oraz 11 porażek.
Bohaterem spotkania został LeBron James, który na cztery sekundy przed końcem meczu - z zimną krwią trafił oba rzuty wolne. Kilka sekund wcześniej Cavs przegrywali punktem (90:91), a piłkę mieli Heat...
Mike Brown zabronił faulować swoim graczom i nakazał agresywną obronę. Siedem sekund przed końcową syreną ta strategia przyniosła efekt, gdy LeBron fenomenalnie wyłuskał piłkę z rąk Wade'a i pognał na kosz Heat po zwycięstwo. Chwilę później szykował się już do wykończenia akcji, gdy...
Został powalony przez nadbiegających z tyłu Wade'a i Richardsona. Gospodarze musieli ratować się ostrym faulem, więc James z hukiem wylądował wśród fotoreporterów i długo, trzymając się za głowę - nie wstawał. Tradycją w Cavs jest zwyczaj, że w takim przypadku do poszkodowanego przybiega cały zespół. Tak było i tym razem, ale trener Brown mimo troski drużyny, musiał poprosić o czas na żądanie, aby sztab medyczny CC doprowadził LBJ'a do zdrowia.
James bez problemów ulokował w koszu obie swoje próby i teraz to Heat musieli wziąć timeout aby rozpisać swoją ostatnią akcję ofensywną. Dwyane Wade miał więc owe cztery sekundy, aby wygrać dzisiejsze zawody, zagrał do samego końca, ale rzucając z półdystansu - przy bardzo dobrym kryciu LeBrona - spudłował potencjalnego game-winnera.
"Winno-Złoci" wygrali piąte spotkanie z rzędu, a dokonali tego pomimo braku dwóch czołowych rozgrywających - Mo Williamsa i Delonte Westa. Dziś można być z nich naprawdę dumnym, w pierwszej połowie przegrywali już 16-punktami. Dodatkowo, choć wystrzegamy się w relacjach z meczów, oceniania pracy arbitrów - dziś była ona po prostu... "nie najlepsza".
LeBron James zdobył tej nocy 32 punkty - zauważmy jednak, że zaliczył strzelecką 'off-night' (9/23 z gry). Do tego dodał także 9 zbiórek i 4 asysty oraz nie ustrzegł się 4 strat (tylko 1 w drugiej połowie).
Dwayne Wade po stronie Heat, w końcowym rozrachunku zapisał 32 punkty, 10 zbiórek i 5 asyst. To jednak właśnie jego beznadziejna postawa w drugiej połowie, w dużej mierze spowodowała porażkę "Żaru". Zarzut mocny, ale prawdziwy - "Flash" zanotował jedynie dwa (!) oczka po przerwie (1/8), na 40 sekund przed końcem chybił oba rzuty osobiste i stracił najważniejszą piłkę meczu.
Prawdziwym smaczkiem dla fanów Cavs z tego pojedynku dwóch gwiazdorów NBA - będzie zapewne akcja w, której LeBron James... zresztą, spójrzcie sami:
[Cez, Robin]: Spotkanie dla Cavaliers rozpoczął Shaquille O’Neal zdobywając 8 punktów przy 100% skuteczności (4/4). Przez kilka pierwszych minut meczu wydawać się mogło, że "Big Daddy" jest jedynym zawodnikiem po stronie ekipy z Cleveland, któremu zależało na wygranej nad swoim dawnym klubem.
Podopieczni Mike'a Brown oprócz niskiej skuteczności ofensywnej grali też słabo po drugiej stronie kortu. Łatwe punkty dla Heat zdobywali Dwyane Wade, Jermaine O'Neal i Quentin Richardson. Po 6 minutach pierwszej części spotkania, gdy gospodarze prowadzili 15-11 boisko po drugim faulu opuścił Shaq.
Zejście głównej broni ofensywnej „Kawalerzystów” spowodowało szybki run „Żaru” 13-4. Przez to ekipa z Miami odskoczyła rywalom na 10-punktowe prowadzenie na końcu pierwszej „ćwiartki” meczu.
Kolejną odsłonę widowiska na Florydzie rozpoczyna ponownie wyjściowy center gości, który nieprzerwanie dominował w strefie podkoszowej i trzymał ciężar gry na swych barkach. Po 5 minutach na parkiecie zameldował się LeBron James, który postanowił pomóc swojemu starszemu koledze i przez swoje widowiskowe zagrania doprowadził Cavs do pierwszego prowadzenia w meczu.
Chwilę później w American Airlines Arena rozpoczął się niesamowity pojedynek pomiędzy największymi gwiazdami obu drużyn. W tym fragmencie gry dużą rolę odegrali też sędziowie, którzy swoimi bezmyślnymi gwizdkami o mało nie zepsuli, tak dobrze zapowiadającego się widowiska.
Pierwsza połowa spotkania zakończyła się wynikiem 54-50 dla podopiecznych Erika Spoelstry.
”Dwóch naprawdę dobrych przyjaciół, jeden z najlepszych jakich mam, dwóch wielkich rywali, z których żaden nie ma zamiaru przegrać w tym pojedynku. W tym samym czasie rozpoczęliśmy „show” wiedząc, że nie robimy tego tylko dla siebie, ale dla wszystkich , którzy oglądali ten mecz” - komentował LBJ.
Początek 3 kwarty to jeden wielki atak „Kawalerii”. Przez kilka minut jedynymi punktami, które zdobyli gospodarze były 2 trafione rzuty wolne. W tej części spotkania tzw. „czarną robotę” wykonał rzucający obrońca Cavaliers – Anthony Parker, który bardzo dobrze ograniczył Dwyane’a Wade.
Świetną formę strzelecką pokazał wczoraj Daniel Gibson, który podczas nieobecności Mo Williamsa i Delonte Westa występuje w pierwszej piątce zespołu z Ohio. „Boobie” trafił wczoraj 4 z 6 rzutów zza łuku, z czego jeden z nich wpadł w ostatnich minutach meczu przyczyniając się w dużej mierze do wygranej „Winno-Złotych”.
Kolejny raz J.J. Hickson udowodnił, że jest graczem bardzo nierównym. Młody podkoszowy CC w 13 minut gry zanotował tylko 1 zbiórkę i nie trafił żadnej ze swoich 4 prób rzutowych. Na szczęście w ekipie Mike'a Browna gra jeden z najlepszych rezerwowych w lidze, a mianowicie Anderson Varejao, który wchodząc z ławki za J.J.'a zanotował double-double, 13 punktów i 10 zbiórek.
Do gry po kontuzji wrócił też Jamario Moon, ale po jego grze można wnioskować, że potrzebuje jeszcze trochę czasu na ponowne zgranie się z kolegami z zespołu. Atletyczny skrzydłowy Cavs zdołał zapisać na swym koncie 2 zbiórki i 2 punkty w ciągu 6 minut spędzonych na parkiecie.
Ostatnią dwunastkę oba zespoły rozpoczęły bez swoich liderów. Jednak już około 8 minut przed końcem spotkania z ławki rezerwowych Heat wstał Dwyane Wade wywołany przez swojego trenera. Widząc to, Mike Brown powołał do gry „Króla Jamesa”. Pojedynek zaczął się robić coraz bardziej ekscytujący i wyrównany, losy spotkania miały się rozstrzygnąć w ostatnich akcjach meczu.
Końcówkę spotkania doskonale opisał Wam wyżej Adasz i nie ma sensu żebyśmy się z nim dublowali.
Kolejne spotkanie Cavs rozegrają już jutro w Quicken Loans Arena, z Minnesota Timberwolves. Początek o godzinie 1.00 czasu polskiego.
Pewnie nie lubicie tego słowa, tak samo jak ja, ale pracę sędziów trzeba tutaj ocenić jako "Żenującą"...a nawet gorzej ale nie chce przeklinać:)
Cieszy mnie, że LBj zachował zimną krew i trafił oba FT. D-Whistle nie trafiając swoich, słyszał z ust "Kawalerzystów" głośne "Ball Don't Lie" i to było piękne! Jedyna sprawiedliwość w meczu:D Wygrana!
Niesamowicie mi dziś zaimponowali W pewnym momencie zanosiło się na blow-out, pozbierali się. Brak czołowych playmakerów - no problem. Najbardziej jestem jednak szczesliwy ze pokazali tym cholernym kolesiom z gwizdkami ze moga im naskoczyc. Zawsze szukam naszych bledow a nie spiskow w sprawie sedziowania, ale nie pamietam kiedy sie ostatni raz tak wcieskalismy na gwizdki. Co tu duzo mowic, bylismy dzis bezczelni 'dymani'. To co sie dzialo w pewnym momencie to byla komedia. Otarłes sie o Wade'a - faul, zle sie spojrzales - faul. Jeszcze zeby taki sam star-bonus dostał James to bysmy byli hipokrytami, ale nie... LBJ kazdy gwizdek jaki otrzymal to byl ewidenty faul. Dwa razy trzeba bylo brac timeout zeby go poskadali. Ktos moze powiedziec ze jestesmy nieobiektywni - ok, ale sa powtorki, mozna sciagnac, zobaczyc.
Głownie najgorsza ta cala 'apteka' po ktorej lapalismy zespolowe i przekraczalismy limit. Najlepszy byl chyba ten ofens kolanem Wade'a w idealnie ustawionego w pozycji Jawada... Spokojny i zawsze AP zaczal sie tak wsciekac jakby mu siostre zabijali, Shaq spojrzal sie w pewnym momencie na sedziego jakby za chwile mu mialy nerwy puscic. Nigdy nie widzialem zeby cala nasza lawka sie darla "Ball dont lie" jak dziś.
Jakas nagroda specjalna dla Browna sie nalezy ze sie na sedziow nie rzucil z łapami jak to robil w mniej kontr. sytuacjach przed rokiem
Druga nagroda dla pewnego amerykanskiego blogera za "D-Whistle" i "Not sure who it's on, but D. Wade just drew a foul walking back to the locker room..."
Co do boiska - o Hicksonie to ja juz nie bede mowil ani slowa. Szkoda mi klawiatura, ktora i tak jest mocno zdarta. Z Gibsonem cos trzeba zrobic. Ok - wyborny strzelec, ligowa czolowka, trafia wazne rzuty ale nie nazywajmy go rozgrywajacym, nie wystawiajmy w S5 ! 74 min w tych 2 meczach jako startowy "PG" i... 1 asysta. W pierwszej polowie nie potrafil 3 razy wyjsc z pilka z polowy i robil to Parker a po chwili Brown zdjal Gibsona, dal LBJa na PG i skasowalismy ten 12-13pkt lead...
Parker gral slabo i jak to on.. ocknal sie w 4q. Dobra D na D-Gwizdku, kluczowy jumper na remis, bodaj 2 wyrwane pilki na atakowanej desce i wyłapaie ofensa. To go dzis uratowalo.
Shaq masakra Szedł na 30 zeby nie te 'faule'. Ten hak w koncowce na lead - dawny Shaq. J.O zbity blokiem do ziemi - wow. Nawet jeszcze sobie nie wyobrazamy ile Tatko ma paliwa w baku Aha i Varejao zagrał dziś jak... Varejao PS. Cez od kreski w doł - dzialasz tak jak ustalilismy. Szczegoły masz na gg.
Zgadzam się z adaszem Gibson strzelcem jest dobrym, ale rozgrywajek z niego żaden. To nawet nie chodzi o asysty, których nie zalicza. On po prostu stoi kozłuje i nic....nawet akcji nie potrafi ustawić. Brak Mo i Westa jest bardzo widoczny, dlatego bardzo cieszą wygrane bez nich..
Co do Hicksona, nie wiem czy tak macie, ale jak widzę,że on dostaje piłkę to juz wiem,że akcja jest zmarnowana...
Sędziowanie było dzisiaj straszne, ale Wade u sędziów ma największy status gwiazdy. Jakby nie patrzeć to oni pomogli mu wygrać nawet finał 2006.
hickson to ogólnie dla mnie fenomen, z tego tylko względu że on gra w pierwszej piątce...w ogóle nie rozumiem Majka Brałna (zresztą nigdy nie byłem fanem jego trenerki, która w mojej opinii ma przeciętną). Varejao ma wszystkie staty 2 razy lepsze, do tego potrafi się znaleźć na atakowanej tablicy i dobić ew. niecelny rzut, w obronie bije hicksona na łeb swoją nieustępliwością, a i czasami zaskoczy ciekawą asystą, no i z twarzy wydaję się bardziej rozgarnięty niż hick:)...może po prostu chodzi o umiejętność kozłowania, której varejao nie posiadł do dnia dzisiejszego
Autor:; 26.01.2010, 14:08
Czasem trenerzy chca zachowac produktywnosc z lawki. W Mistrzwoskiej druzynie Spurs 2007 starterem był Oberto.
;] wiadomo ze chodzi o energie z ławki, co taki Hickson dałby z ławki ? A tutaj sie ogrywa cos czesem trafi zbierze i co najwazniejsze sie ogrywa bo talent do ataku ma wiekszy niz vareajo wiec wazne jes ogranie dla mnie to było idealne posuniecie i chcialem tego od poczatku sezonu tylko brown na poczatku nei chcial mnie posłuchac ;] a moze wszedł i zobaczył komentarz moj ;]
od kiedy wsad majac za plecami obronce uznawany jest mianem wsada nad kims ;] dobry meczyk Go Cavs !!!
Serwis Cavs.e-nba.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy! Zastrzega sobie jednak prawo do ich edycji, kasowania, a także banowania ich autorów.